To jest dziennik o psie. Dwuletnim goldenie retrieverze o imieniu Goldi, który od dzisiaj - czyli 10 czerwca 2005, ma na imię Gringo. Pies ma 2 lata. Miał już u pięciu z kolei właścicieli. Pracował jako stróż na budowie, był przywiązywany na kolczatce do drzewa na podwórku. Powodem jego przekazywania jest nieobliczalna agresja. Ostatnio pogryzł do krwi dzieci i ich rodziców - bo chcieli mu zapiąć smycz. Jest naprawdę nieszczęśliwym psem. Może uda się mu pomóc? - alternatywą jest uśpienie.
Księga gości:
Zobacz wpisy

Dodaj wpis
Kategorie: Wszystkie | Dziennik | Galeria | KONTAKT | SZKOLENIE | Zapiski szkoleniowe
RSS
środa, 02 kwietnia 2014
Gringo - zakończenie historii
W niedzielę odebrałem telefon od kogoś, kto pytał o fundację Alteri i czy ja mam z nią coś wspólnego. Wyjaśniłem, że to dawne dzieje, że fundacji już nie ma i nie zajmuje się tym, czym wcześniej.
- Może ja wyjaśnię o co chodzi - powiedział głos w słuchawce - Pan szkolił psa Gringo...
- tak jest! To ja. Nie słyszałem Pana przez lata, dlatego w ogóle nie poznałem pana głosu.(to był właściciel Gringa!)
- Chciałem powiedzieć - kontynuował głos w słuchawce - ,że wczoraj Gringo został uśpiony z powodu rozległego nowotworu. Myślę, że ta wiadomość może być dla pana ważna. Gringo miał u mnie na imię Max i przeżył ze mną i moją rodziną ponad osiem szczęśliwych lat. Gdy czytałem pana wpisy na blogu, aż trudno mi było uwierzyć, że to ten sam pies. Tak bardzo się zmienił, polubił moją rodzinę, dzieci. Był naszym prawdziwym przyjacielem. Będzie nam go brakować. Chciałem, żeby Pan wiedział, że Gringo/ Max był naprawdę szczęśliwym i wspaniałym psem...

Podziękowałem za wiadomość. Zrobiło mi się smutno. Potem nadeszły wspomnienia. Chwile, które najbardziej zapamiętałem, spotkania z ludźmi, wspólne spacery, zdjęcia, wertowanie książek w poszukiwaniu najlepszych sposobów radzenia sobie z problemami, jakie miał ten pies.
Gringo był moim wymagającym nauczycielem. Dzięki niemu nauczyłem się pracy z agresywnymi psami, dowiedziałem się jak z nimi postępować i jak pomagać psom z podobnymi problemami. Dla mnie, jako behawiorysty i trenera nie ma piękniejszych podziękowań, jak słowa wypowiedziane przez właściciela, który zadzwonił do mnie po śmierci Gringa, że był to kochany i szczęśliwy pies. To znaczy, że jego rehabilitacja się udała. Że te wszystkie moje starania, czasami porażki, nawet zranienia dały psu osiem kolejnych lat dobrego życia.
Od czasów gdy pracowałem z Gringiem minęło dziewięć lat. Przez cały czas pracują z różnymi, również trudnymi psami. Czy teraz wiedząc to, co wiem obecnie pracowałbym z Gringiem inaczej? Czy coś bym zmienił? Oczywiście, że tak! Zapewne nie tylko ja, ale każdy z trenerów Wesołej Łapki pracujący ze mną zrobiłby to szybciej, niż ja wtedy. Ale liczy się przecież efekt końcowy - normalny, szczęśliwy pies, który reaguje przyjaźnie na ludzi i którego nie trzeba się bać.
Przypomniała mi się historia z przeszłości, gdy mała dziewczynka podeszła do Gringa i pogłaskała go bez najmniejszego strachu, komentując przy okazji:
- lude niedoble?
- lude doble, doble lude!

Teraz za skarby świata nie pozwoliłbym dziecku podejść do niepewnego psa i go dotknąć. Ale wtedy tak się po prostu zdarzyło. A to zdarzenie zapamiętałem, bo dziewczynka miała rację.
Znalazła w tym psie dobro, które udało się wydobyć i rozwinąć.
Żegnaj, Gringo! Biegaj szczęśliwie za tęczowym mostem. Kiedyś może znowu się zobaczymy... A tymczasem muszę zająć się kolejnymi psami, takimi jak Ty byłeś, które potrzebują pomocy.


wtorek, 03 października 2006
LIRA SIAD! - czyli wychowywanie schroniskowej suczki
Znowu się "zapsiłem". Tym razem nie chodzi o agresywnego goldena, ale o cudowną młodą suczkę, której dałem na imię Lira. Lira jest wzięta przeze mnie ze schroniska w Gliwicach. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i postanowiłem jej pomóc znaleźć wspaniały dom. Do tego czasu będzie u mnie i będziemy się uczyć różnych rzeczy: jak być grzeczną suczką, jak żyć z innymi psami i kotami, jak chodzić ładnie na smyczy i przybiegać na wezwanie.

Tak wyglądała Lira wczoraj gdy brałem ją ze schroniska. Jeśli chcecie poczytać dzienniki LIry - zapraszam na bloga, który specjalnie dla niej założyłem
http://lira.blox.pl/html
wtorek, 22 sierpnia 2006
Ozzy- zamordowany golden

Nie każdemu goldenowi udało się znaleźć dobry dom. Jeśli macie mocne nerwy i chcecie przeczytać tragiczną historię, to przeklejam fragment z forum "dogomania":

Golden Ozzy, znaleziony przez dziewczyne z dogomanii, trafil do domu tymczasowego. 

Byl zabiedzony, brudny, okazalo sie takze, ze najprawdopodobniej mial raka jader, 

mial jednak wielka wole zycia i wszystko wskazywalo na to, ze pod dobra opieka dojdzie do siebie.... 

w wyniku ogloszenia do GW zglosila sie osoba, ktora chciala Ozziego przygarnać na stale, 

dla rodzicow, ktorzy ponoć stracili takiego samego psa w wypadku. 

Ozzy wiec pojechal do nowego, wydawalo sie, wspanialego domu....... 

poniewaz nowa wlaścicielka psa nie przekazywala o nim zadnych informacji, 

dziewczyny zaczely sie niepokoić - potrzebne byly konsultacje weterynaryjne 

i dalsza specjalistyczna opieka. Po wielu telefonach i rozmowach, niedomowieniach i klamstwach, 

okazalo sie , ze pies nie zyje - nowa wlaścicielka stwierdzila, ze "zdechl, bo nie dostal antybiotyku"... 

opsoby zaangazowane w sprawe psa nie przyjely tych wyjaśnien do wiadomości - 

zmusily te dziewczyne, po brawurowo przeprowadzonej, utajnionej akcji, 

do wskazania miejsca pochowku psa. Po odkopaniu zwlok, zawieziono Ozziego na AR we Wroclawiu, na sekcje. 

dziś nadeszly wyniki - pies zostal bestialsko zakatowany tepym narzedziem, 

mial rozlegle obrazenia wewnetrzne, mnostwo zlaman. Po skatowaniu zyl jeszcze kilka godzin, 

nie wiadomo, czy nie zostal pochowany zywcem. Tyle suche fakty. 

cala historia rozegrala sie w przeciagu jednego tygodnia. Osoba, ktora psa zaadoptowala, 

nie wykazala cienia skruchy, odrobiny jakichkolwiek ludzkich uczuć, 

oczywiście twierdzac caly czas, ze pies nie przezyl, bo nie podano mu lekow. 

W tej chwili trwa akcja naglaśniania tej sprawy w mediach, zawiadomiono rowniez 

Prokurature i policje,oraz TOZ. Dlatego tez ponawiam apel o pomoc

 - osoby zaangazowane bezpośrednio w sprawe Ozziego, sa widoczne na dogomanii, 

mozna sie z nimi skontaktować poprzez pw.
Poniżej link do całego wątku...
http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29280
środa, 12 lipca 2006
Joko na szkoleniu

Teraz jest lato i dlatego - z braku klimatyzowanych pomieszczeń - szkolimy się na łączce, a właściwie na trawniku przed Politechniką. Do nowej grupy, która zaczęła wczoraj zajęcia dołączyła Joko - pisałem o niej wcześniej. Joko przyjeżdża z całą rodziną, ale najbardziej wpatrzona jest w swoją panią, która z wysokości wózka steruje szkoleniem.

Zanim Joko przyjechała na szkolenie Ela wspomniała mi, że suczka baaaardzo urosła od ostatniej mojej wizyty u nich. Przyznam, że spodziewałem się sporej wielkości dobermana. Tymczasem Joko nie wyrasta ponad rozmiar sporej wielkości Chihuahua :)

Dzisiaj mamy kolejne spotkanie. Sunia jest bardzo pojętna. W mig łapie siadanie, warowanie, targetowanie. No, ale od miesiąca z hakiem uczy się przecież co znaczy kliker, ma więc niezłe fory w stosunku do pozostałych.

sobota, 10 czerwca 2006
ROCZNICA!

Dzisiaj mija dokładnie ROK od chwili, kiedy to Gringo trafił pod mój dach. Tyle się wydarzyło! W ramach wspominek przeczytałem sobie trochę wpisów. Ehh, strasznie fajnym jest teraz rudzielcem. A początkowo wydawało się, że będzie kiepsko. Teraz, po roku wiem, że moja praca nie była daremna. Grimgo ma wspaniały dom, kochających ludzi. Jest po prostu faajnym goldenem.

Chyba wypada mu zaśpiewać 100 lat!!! :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50